
Wróć do Pulsu Budownictwa

10.02.2026
Architektura gotowa na blackout. Co stanie się z budynkiem, gdy system zawiedzie?
Doświadczenie Ukrainy pokazuje, że nawet solidne konstrukcyjnie obiekty mogą przestać spełniać swoją podstawową funkcję, gdy przez dłuższy czas brakuje energii.
Autorem artykułu jest:Paulina Krygier
Czy budynek energooszczędny to dziś projekt bezpieczny? Jeszcze niedawno takie pytanie brzmiałoby jak prowokacja. Dziś staje się jednym z realnych wyzwań dla architektów i inwestorów. W świecie niepewności – od kryzysów energetycznych po konflikty zbrojne – hasło „Architektura gotowa na wszystko”, które otworzyło 4 Design Days 2026, nie było metaforą, lecz ostrzeżeniem.
W manifestowym wprowadzeniu do sesji otwierającej wydarzenie arch. Przemo Łukasik (Medusa Group) zwrócił uwagę na pułapkę uproszczeń i projektowania w oderwaniu od realnych warunków życia. Ostrzegał przed myśleniem czarno-białym oraz narastającą polaryzacją, które coraz częściej przenikają także do debaty o architekturze. Jak mówił: „Budujemy dla ludzi. Myślę, że ta kwestia humanitaryzmu człowieka jest tutaj jakby kluczowa”. Ten zwrot ku fundamentom – relacjom, bezpieczeństwu i zdolności przetrwania – wyznaczył kierunek całej dyskusji. Architektura bowiem coraz rzadziej oceniana jest wyłącznie przez pryzmat formy czy wskaźników zużycia energii.
Lekcje przetrwania
Doświadczenie Ukrainy pokazuje, że nawet solidne konstrukcyjnie obiekty mogą przestać spełniać swoją podstawową funkcję, gdy przez dłuższy czas brakuje energii. Jak podkreślał Mikołaj Jarosz, Menedżer Rozwoju Rynku Saint-Gobain w Polsce, odporność architektury musi dziś oznaczać coś więcej niż spełnianie standardowych parametrów: – Powinniśmy myśleć nie tylko o tym, jak budować, by budynki zużywały jak najmniej energii, ale jak budować, żeby budynki dawały szansę na przetrwanie wtedy, kiedy energii nie ma w ogóle albo jest przez trzy godziny dziennie.
Ekspert tłumaczył, że w Kijowie solidne, nienaruszone konstrukcyjnie bloki wciąż stoją, jednak bez dostępu do prądu i ogrzewania przestają pełnić swoją podstawową funkcję. Mieszkańcy zmuszeni są szukać schronienia w prowizorycznych „centrach wytrwania”, co boleśnie pokazuje, że architektura projektowana wyłącznie w stabilnych warunkach systemowych nie odpowiada na realne scenariusze kryzysowe.
Architektura „gotowa na wszystko” często rodzi się tam, gdzie projektowanie odbywa się poza systemem norm, procedur i komfortowych założeń.
Podobne wnioski płyną z doświadczeń projektowych w regionach dotkniętych kryzysami humanitarnymi i niedoborem infrastruktury. O pracy w Afryce Subsaharyjskiej mówił Enrico Vianello, Junior Partner TAMassociati, architekt działający w strefach powojennych. – W Sudanie realizowaliśmy pewien projekt. Zakończyliśmy tam budowę szpitala. Korzystaliśmy z porzuconych kontenerów do transportu materiałów i stwierdziliśmy, że możemy tchnąć nowe życie w ten opuszczony kontener. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że może on posłużyć jako tymczasowe mieszkanie dla personelu szpitala.
Jak podkreślał, takie rozwiązanie nie było efektem formalnych standardów czy certyfikacji, lecz odpowiedzią na realną potrzebę oraz ograniczone zasoby. – Celem tego kontenera było przemierzać świat, a tymczasem dał on dach nad głowę, co pozwoliło nam ograniczyć oczywiście emisję CO₂, ale zarazem pomógł nam on zrealizować istotną potrzebę.
Ten przykład pokazuje, że architektura „gotowa na wszystko” często rodzi się tam, gdzie projektowanie odbywa się poza systemem norm, procedur i komfortowych założeń. Właśnie w takich warunkach powstają rozwiązania odporne i elastyczne – tworzone nie pod optymalny scenariusz, lecz realne ryzyko braku energii, infrastruktury czy ogólnie pojmowanej stabilności.

Chcesz uzyskać pełen dostęp do informacji o inwestycjach i zleceniach z całej Polski?
Budynek jako system awaryjny
W toku dyskusji wyraźnie wybrzmiało przesunięcie akcentów: od projektowania obiektów zoptymalizowanych pod stabilne warunki do projektowania takich, które muszą działać w trybie awaryjnym. Odporność przestaje oznaczać wyłącznie spełnianie norm, a zaczyna być rozumiana jako zdolność budynku do podtrzymania podstawowych funkcji w sytuacji zerwania ciągłości systemów.
W tym ujęciu architektura staje się aktywnym buforem kryzysowym – przestrzenią chroniącą użytkowników wtedy, gdy zawodzi energia, ogrzewanie czy dostęp do usług. Prelegenci mocno akcentowali znaczenie pasywnych strategii projektowych: naturalnej wentylacji, dostępu do światła dziennego, właściwej orientacji budynków czy lokalnych możliwości ich dogrzewania i chłodzenia. To wszystko nie w kontekście rozwiązań „ekologicznych”, lecz jako narzędzi umożliwiających funkcjonowanie w warunkach kryzysowych.
Strategie te, znane z architektury tradycyjnej i tzw. architektury konieczności, wracają dziś w nowej odsłonie – jako element projektowania odpornego na przerwy w dostępie do energii, niestabilność systemów i liczne zakłócenia infrastrukturalne, które coraz silniej wpływają na codzienne funkcjonowanie miast.
Nauka z peryferii
Wielokrotnie powracał temat budowania „poza systemem”: w slumsach, obszarach dotkniętych kryzysem, bez norm, certyfikatów i technologicznego zaplecza. To tam – jak zauważył Łukasik – powstaje praktyczna wiedza o maksymalizowaniu użyteczności przy minimalnych zasobach, wynikająca z konieczności, a nie z projektowych ambicji.
Zagraniczni goście zwracali uwagę, że innowacyjność bardzo często rodzi się nie z nadmiaru, lecz z braku. Praca w Afryce Subsaharyjskiej, strefach powojennych czy regionach dotkniętych kryzysem klimatycznym uczy więc myślenia o architekturze jako narzędziu przetrwania i podtrzymania podstawowych funkcji życia, a nie wyłącznie estetycznej ekspresji.
Wróć do Pulsu Budownictwa
Udostępnij artykuł:



