Wróć do Pulsu Budownictwa
Ryzyko i katastrofa
03.02.2015

Ryzyko i katastrofa

Zdjęcie Michał Oksiński
Autorem artykułu jest:Michał Oksiński
Inwestycje w sektorze medycznym są jak operacje na otwartym sercu, wymagają profesjonalizmu i precyzji. Dla zapewniających finansowanie banków to wielkie ryzyko. Dla generalnych wykonawców to sprawdzian, czy projekt został właściwie wyceniony. - Konkurencja jest nieświadoma tego ile kosztuje realizacja szpitala. Wiele firm jeszcze tego nie wie, albo nie rozumie że jednak to inna budowa i wycenia te obiekty jakby to była szkoła albo biurowiec. Najczęściej kończy się to katastrofą – mówi w rozmowie z Kompasem Inwestycji LechWąsowski, szef Dyrekcji Budownictwa MedycznegoWarbud.
Michał Oksiński, KompasInwestycji: Warbud posiada w portfelu bardzo dużo realizacji z sektora budownictwa medycznego. Która inwestycja była największym wyzwaniem?
LechWąsowski - szef Dyrekcji Budownictwa MedycznegoWarbud: Na pewno Szpital Pediatryczny przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie, największa tego typu placówka w Polsce budowana od podstaw. Obiekt ciekawy, nowoczesny i bardzo funkcjonalny. W tej chwili warty 320 mln zł. Wielu małych pacjentów czeka na jego otwarcie, tym bardziej, że sytuacja większości szpitali dziecięcych jest katastrofalna. Przypuszczamy, że obiekt zostanie otwarty do końca tego roku, choć wiele zależy od tego kiedy i w jakim zakresie zostanie wyposażony. Przed nami kolejne wyzwanie. Właśnie jako lider w konsorcjum z Firmami Porr i Vamed podpisaliśmy kontrakt na budowę Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Prokocimiu. Wartość umowy to 820 mln zł.
Inwestycje medyczne to dla wielu firm duże wyzwanie, sektor ten uchodzi za jeden z najtrudniejszych w budownictwie.
Przede wszystkim nie mamy w Polsce takiej specjalizacji na studiach jak projektowanie szpitali. W czasach poprzedniego ustroju politycznego funkcjonował program międzynarodowej wymiany projektantów. Istniały specjalistyczne biura które miały pojęcie jak projektować szpitale. Później nastąpiła duża pustka. Teraz specjaliści w projektowaniu obiektów medycznych to ludzie, którzy przyjeżdżają z innych stron świata, mają doświadczenie i tworzą tutaj biura projektowe. Młodzi projektanci dopiero się tej sztuki uczą, podpatrując jak to się robi na Zachodzie. Brak wiedzy i doświadczenia w projektowaniu to spory problem. Ożywienie w branży budownictwa medycznego związane z budową nowych obiektów, modernizacją i przebudową szpitali nastąpiło na przestrzeni ostatnich kilku lat. W tej chwili firmy wykonawcze i dostawcze, które wchodzą na nasz rynek z Zachodu, uczą się polskich realiów. Problemy może dla nich stwarzać to, że zdecydowana większość szpitali w Polsce to jednostki publiczne, w przypadku których działa prawo zamówień publicznych.
Czy brak specjalistów dotyczy również firm podwykonawczych, mieli Państwo problemy w tym zakresie?
Na każdej budowie są jakieś problemy. Nasz dział zajmuje się tylko budową szpitali. Nasi podwykonawcy i dostawcy to firmy wyspecjalizowane w tej branży i to ogranicza bardzo mocno ryzyko występowania kłopotów. Szpital to rzeczywiście coś innego niż szkoła, biurowiec czy centrum handlowe. Obiekt medyczny musi spełniać specjalistyczne wymagania sanepidu, dotyczące pomieszczeń czystych czy wentylacji. Dużą rolę odgrywają również instalacje. Szpital to obiekt w którym leczy się ludzi. Najważniejsza jest zatem jego funkcja. Architektura czy rozwiązania czysto budowlane są tylko dodatkiem.
Warbud zamierza uczestniczyć w projektach z sektora medycznego nie tylko jako generalny wykonawca, ale również prywatny inwestor.
Widzimy w tym sektorze szanse, ale i trudności. Konkurencja jest nieświadoma tego ile kosztuje realizacja szpitala. Wiele firm jeszcze tego nie wie, albo nie rozumie że jednak to inna budowa i wycenia te obiekty jakby to była szkoła albo biurowiec. Najczęściej kończy się to katastrofą – i dla klienta i dla pacjentów - ponieważ budowa jest prowadzona latami. Takich przykładów można podać kilkanaście – od małych, poprzez duże, aż do spektakularnych - jak Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Trudno powiedzieć kiedy tak trudny szpital jak onkologiczny zostanie ukończony.
Banki niechętnie udzielają kredytów na sfinansowanie inwestycji budowy szpitali.
W projektach ppp najważniejsze jest czy pieniądze się znajdą, a to już zależy od oceny banku. Kontraktowanie w NFZ, w tej chwili maksymalnie dwuletnie, to jeden aspekt, kolejna rzecz to sytuacja szpitali i brak odpowiednich gospodarzy. W takiej sytuacji bank postrzega całą inwestycję jako jedno wielkie ryzyko.
W pierwszym projekcie ppp, dotyczącym budowy w Łańcucie, do której przymierzał się Warbud, pojawił się problem z uzyskaniem przez samorząd pełnej kwoty finansowania.
Z naszej wiedzy wynika, że samorząd nie miał żadnej możliwości pozyskania finansowania poza dość wirtualnym sposobem – sprzedażą jednej z nieruchomości. To nie jest ani łatwy ani szybki proces. W sytuacji szpitala w Łańcucie znajduje się wiele obiektów czy samorządów w Polsce. Kilka oddziałów kwalifikuje się do zamknięcia, ponieważ nie spełniają warunków postawionych przez Ministerstwo Zdrowia. Wymogi te muszą zostać spełnione do końca 2016 r. W dalszym ciągu starostwo powiatowe nie poradziło sobie z tym problemem i trudno powiedzieć jak to się skończy dla mieszkańców. W szerszej skali - jeśli nie zmieni się data dostosowania polskich szpitali do norm europejskich wiele obiektów na pewno zostanie zamkniętych.
Pierwszym projektem ppp w budownictwie medycznym w Polsce, który zmierza do realizacji, jest budowa szpitala powiatowego w Żywcu. Przedsięwzięcie realizowane z kanadyjskim partnerem prywatnym.
Ten szpital powinien już funkcjonować od półtora roku, tymczasem z roku na rok, z miesiąca na miesiąc pojawia się informacja, że jest dopięte finansowanie, ale budowa jeszcze nie ruszyła. To oznacza, że jest podpisana umowa przedwstępna między konsorcjum banków, ale nie zostały spełnione warunki które uruchamiałyby finansowanie. W przypadku projektu budowy szpitala w Żywcu należy zauważyć determinację władz, z jaką dążyły do podpisania kontraktu z partnerem prywatnym. Wielu samorządom brakuje takiej postawy, dlatego większość ogłaszanych postępowań nie prowadzi do realizacji inwestycji. My jesteśmy zwolennikami, że przy podpisaniu kontraktu z partnerem prywatnym finasowanie musi być już dopięte, to oznacza gwarancję sukcesu. Składając ofertę w Łańcucie mieliśmy finansowanie gotowe do uruchomienia bezpośrednio po podpisaniu umowy.
Czy poza Łańcutem mają Państwo w planach kolejne projekty w formule ppp?
Uczestniczymy w kilku wstępnych dialogach konkurencyjnych. Jest zbyt wiele zmiennych aby w tym momencie stwierdzić, który z nich będzie realizowany. Projekt w Łańcucie pozwolił na stworzenie autorskiego modelu finansowania, który daje szanse wielu placówkom na efektywną modernizację. Do każdej realizacji podchodzimy indywidualnie, jednak znając realia rynkowe wierzymy że rozwiązania oparte na ppp coraz częściej będą receptą na problemy z jakimi borykają się samorządy.
Wróć do Pulsu Budownictwa
Udostępnij artykuł: