Wróć do Pulsu Budownictwa
Budownictwo – tak złego początku sezonu nie było od wielu lat
02.07.2013

Budownictwo – tak złego początku sezonu nie było od wielu lat

Zdjęcie Michał Oksiński
Autorem artykułu jest:Michał Oksiński
Euler Hermes Collections, spółka z Grupy Allianz, dostawca raportów handlowych, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, zbadała sytuację polskich firm w czerwcu w kontekście bankructw.
Sądy poinformowały o upadłości 85 firm (wobec 77 w czerwcu 2012 roku), zatrudniających ok. 3,7 tys. osób. Od początku roku opublikowano informację o upadłości 483 przedsiębiorstw wobec 472 w tym samym okresie 2012 roku. Liczba upadłości waha się w porównaniu do tej z ubiegłego roku w poszczególnych miesiącach, wciąż utrzymując się na wysokim poziomie. Nowością w całym pierwszym półroczu jest rosnąca liczba upadłości firm produkcyjnych – odwrotnie niż ogólnie w Europie, gdzie dominują upadłości firm usługowych, na drugim miejscu są budowlane.
Zmienił się charakter upadłości w budownictwie – są to mniejsze firmy niż w ub. roku, stąd statystyka upadłości sygnalizuje pewne zmniejszenie ich liczby. Nie jest to jednak efekt trendu wzrostowego w branży, ale raczej nieuwzględniania w statystyce problemów części mniejszych, lokalnych firm budowlanych, co do których sady nie orzekają upadłości.
Maj-czerwiec to już sezon w pełni, powinny więc przyspieszać zamówienia w stosunku do miesięcy zimowych a w ślad za tym także przepływy finansowe i kondycja firm budowlanych. Niestety, zamówień jest wyraźnie mniej niż przed rokiem (w maju produkcja budowlana była mniejsza już o ponad 27 proc. w stosunku do ub. roku – za GUS), i to nie tylko z powodu wyhamowania prac infrastrukturalnych, ale też spowolnienia m.in. w budownictwie mieszkaniowym.
– Stosunkowo lepiej z tą sytuacją radzą sobie obecnie większe firmy budowlane. Spektakularna skala prac kończyła się jak dotąd równie spektakularnymi ich upadłościami, ale te, które pozostały zmieniają trochę swoją strategię. Szukają już nie tylko największych placów budów, ale weszły również na lokalne rynki, będące dotychczas domeną ich podwykonawców. Rozbicie prac na większa ilość placów budowy to nie tylko wymóg chwili (mało jest dużych inwestycji), ale też możliwość dywersyfikacji ryzyka i uniknięcia jednostkowo dużych strat. Mniejsze firmy muszą w tej sytuacji rywalizować nie tylko między sobą, ale też ze swoimi dotychczasowymi zleceniodawcami, którzy notabene nie uregulowali wobec nich nadal wielu swoich zobowiązań z wcześniejszych inwestycji. W tej sytuacji upada ich wciąż dużo – w czerwcu aż 21, a są to już prawie wyłącznie firmy lokalne, o obrocie kilku-kilkunastu, co najwyżej 30 milionów złotych (największa w czerwcu firma z tej listy miała obrót 180 mln złotych) – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor Działu Analiz Branżowych w Euler Hermes Collections z Grupy Allianz.
Wróć do Pulsu Budownictwa
Udostępnij artykuł: