
Wróć do Pulsu Budownictwa


13.12.2013
Polski Związek Pracodawców Budownictwa: Kryzys w branży nadal trwa
Autorem artykułu jest:Michał Oksiński
Wbranży budowlanej trwa kryzys, a przyszły rok niebędzie lepszy. Upadają przede wszystkim małe iśrednie polskie firmy budowlane. Do końca listopada bankructwo ogłosiło 241 spółek. Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa uważa, że na poprawę wciągu najbliższego półrocza niema co liczyć. Powodem kryzysu jest przede wszystkim złe prawo.
– Niestety, ten rok niebył dużo lepszy od poprzedniego. To jest kontynuacja trendu spadkowego, który zaobserwowaliśmy w2012 roku. 2013 był bardzo zbliżony. Dość wspomnieć takie dane, jak liczba upadłości firm zbranży budowlanej. Do końca listopada upadło 241 firm w2013 roku i259 w2012 – wylicza wrozmowie zagencją informacyjną Newseria Biznes Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Dodaje, że na razie niewidać końca kryzysu. Wręcz przeciwnie – liczba upadłości jeszcze się zwiększy. W tym roku spadek produkcji budowlanej sięgnął 40 proc. idotyczył przede wszystkim inwestycji infrastrukturalnych. Tymczasem zatrudnienie wbranży budowlanej spadło jedynie o13 proc, czyli ook. 140-150 tys. etatów. Styliński ocenia, że wprzyszłym roku pracę stracą kolejne osoby, bo firmy zbranży budowlanej będą miały mniej pracy. Nieznaczna poprawa może nastąpić dopiero wdrugiej połowie przyszłego roku.
Większość zupadających izwalniających pracowników firm to małe iśrednie przedsiębiorstwa oobrotach do 100 mln zł rocznie. To według Stylińskiego niemal bez wyjątku krajowe spółki. – Nawet jeśli będą pewne oznaki wzrostu produkcji wśród dużych firm budowlanych, to będzie pewnie prognostyk pozytywny co do przyszłego wzrostu rynku budowlanego wogóle. Ale odbudowa naszych firm polskich krajowych, które są bardzo mocno dotknięte kryzysem, to będzie długofalowy proces – przewiduje Styliński.
Winne jest przede wszystkim złe prawo. W zamówieniach publicznych wciąż dominuje kryterium najniższej ceny. Dzięki temu zwyciężają firmy najbardziej ryzykujące idyktujące często zaniżone wartości inwestycji. Często są to duże koncerny zagraniczne, które wPolsce posiadają tylko kilku pracowników – prezesa isekretarkę. Efektem tego, po wygraniu przetargu najniższą ceną te firmy itak zatrudniają polskich podwykonawców, płacąc im nierzadko najniższe stawki ioszczędzają na BHP. Kryterium najniższej ceny jest decydujące wponad 90 proc. zamówień publicznych.
– Co więcej, jest to również utrwalane, szczególnie jest to dobitne wprzypadku dróg, przezdopuszczanie do składania ofert praktycznie wszystkich firm, które są zainteresowane. Efekt? Pomimo, że prawo zamówień publicznych dopuszcza ograniczenie do pięciu liczby wykonawców, którzy będą uprawnieni do złożenia oferty, to nietak dawno aż18 firm zostało zakwalifikowanych do drugiego etapu budowy obwodnicy Marek – mówi Styliński.
Choć przedstawiciele instytucji państwowych przyznają, że kryterium najniższej ceny jest problematyczne, wocenie Stylińskiego na razie niema zbyt wielu zmian wtym zakresie. Prowadzone są rozmowy pomiędzy państwem a wykonawcami, ale niedają one konkretnych rezultatów. Eksperci są zgodni, że mimo zapewnień ozmianach, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych iAutostrad wciąż stosuje kryterium najniższej ceny wprzetargu jako kluczowe, co odbija się potem na jakości iterminowości często strategicznych dlakraju inwestycji drogowych.
– Administracja rozmawiała zprzedstawicielami rynku. Ale uważam, że ten proces odbył się wdalece niedoskonały sposób. Zwłaszcza jego zakończenie wpostaci niezaproszenia organizacji społecznej do prezentacji wyników prac, było dość dobitne, ale mimo wszystko pewne prace były prowadzone. To jest takie delikatne światełko wtunelu, bardzo delikatne iczasami zanika – ocenia Styliński.
Źródło: agencja informacyjna Newseria Biznes
Wróć do Pulsu Budownictwa
Udostępnij artykuł:

.jpg&w=3840&q=75)


